Matka jednej z podopiecznych Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie opowiedziała TVN24 o tym, co spotkało tam jej córkę, Anastazję, która była pod opieką sióstr zakonnych w placówce. – Kiedy zabierałam ją do domu, miała ślady ugryzień na rączkach, ślady zadrapań – wspominała. Oceniła, że najgorszej działo się po wybuchu epidemii COVID-19, kiedy mogła rozmawiać z dzieckiem tylko telefonicznie. – Była tak faszerowana lekami psychotropowymi, że przestała chodzić, przestała jeść, przestała normalnie funkcjonować
Źródło: Co działo się w DPS-ie w Jordanowie? „Mojej córce leciały łzy z oczu. Jedyne, co zdołała wydukać, to: zabierzcie mnie stąd”
Co działo się w DPS-ie w Jordanowie? "Mojej córce leciały łzy z oczu. Jedyne, co zdołała wydukać, to: zabierzcie mnie stąd"
Poprzedni artykuł
